<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Handai Hospital</title>
<link>http://www.handai.pun.pl</link>
<description> Handai Hospital</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=147#p147</link>
<guid isPermaLink="false">147@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[- Mhm, okej - mruknąłem i odłożyłem czaszkę, uważając, by nie zbliżać się do małego, paskudnego, włochatego czegoś, co zdawało się bardzo lubić ten konkretny kawałek kości.<br />Potem odwróciłem się i wyszedłem. Jakiś gościu siedział w pokoju wspólnym, ale na szczęście zdawał się nie kontaktować. Na wszelki wypadek przemknąłem pod ścianą, poza zasięgiem jego pola widzenia. W swoim pokoju walnąłem się na łóżko, wcisnąłem słuchawki na uszy i zapuściłem <em>Unknown Pleasures</em>.<br />Życie ssie.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 25 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 25 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=146#p146</link>
<guid isPermaLink="false">146@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Uniosłem brew, zerkając za uciekającym chłopakiem. Przewróciłem oczyma i westchnąłem ciężko. Jestem chyba zbyt leniwy, żeby użerać się z fobiastycznymi, irytujacymi dzieciakami. A ten mnie irytował. Bo ja się jednak staram... nie wywoływać w nim odruchów wymiotnych. Nawet się nie ruszałem. Nawet się nie czepiałem, że dotyka moich rzeczy.<br />- Tylko odłóż czaszkę na miejsce - mruknąłem cicho, bo jednak pajączek nie lubi, jak mu się przestawia domek. Nikt chyba nie lubi.<br />- No i dzięki za pomoc - dodałem cicho. Czułem dziwny, kłujący ból w kilku miejscach. I miałem dziwne przeczycie,&nbsp; że będę miał siniaki. Ale trudno. Zagoją się kiedyś.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 25 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 25 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=145#p145</link>
<guid isPermaLink="false">145@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Aż się wzdrygnąłem. Nie powinien tak się znienacka odzywać do ludzi! Mógł dać jakiś znak, poruszyć się czy coś. Tylko swojemu genialnemu refleksowi zawdzięczam to, że nie upuściłem czaszki. Głupek, już domyśliłem się, że jest prawdziwa. Umiem rozpoznać prawdziwą czaszkę od plastikowej.<br />- Uhm, widzę, że nic ci nie jest - powiedziałem. I nie miałem pojęcia, co dalej. Serio, nie radzę sobie z ludźmi. - Cieszę się, że cieć nie poturbował cię za bardzo. - Nie wspomniałem o ty, że kopałem go przez pół szpitala ani o tym, że przyrżnąłem jego głową o nocną szafkę. Nie musiał o tym wiedzieć.<br />Z lekkim obrzydzeniem patrzyłem, jak podnosi pająka i zaczyna głaskać, jakby był jakimś szczeniaczkiem albo małym kotkiem. Nie lubię zwierząt. Są brudne. A niektóre dodatkowo paskudne, jak na przykład olbrzymie pająki.<br />Ach, do diabła z tym!<br />- To, uhm, ja już chyba pójdę - wydukałem i prawie rzuciłem się do wyjścia.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 25 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 25 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=144#p144</link>
<guid isPermaLink="false">144@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Uchyliłem powoli powieki i zaraz je zamknąłem. Nienawidzę, kiedy światło razi mnie po oczach. Co prawda tutaj było ciemno, bo żaluzje zasłonięte, ale chuj z tym. Mam już taki odruch.<br />Napierdalał mnie łeb, plus obtarte nadgarstki... ale poza tym nie czułem się jak zombie (a szkoda), więc szybko przypomniałem sobie, co ten cieciowaty Cieć mi zrobił. Pociągnąłem kosmyk włosów i ujrzałem, że z kurewskiej czerwieni są zmienione na czerń.<br />- Mhhr. Sexy - mruknąłem do siebie. Dopiero po chwili ujrzałem tego cichego niemowę siedzącego obok. Spojrzałem na niego ostrożnie, jakby sam mój wzrok miał go wypłoszyć.<br />- Yyyy... pomogłeś mi? No to dzięki - pokiwałem głową i zobaczyłem, że dzieciak bawi się czaszką. MOJĄ czaszką. Prawie się coś we mnie zagotowało. Ale jednak się powstrzymałem.<br />- Podoba Ci się? Autentyczna. Podobno należała do jakiegoś nazisty... Zaraz, a gdzie moja Charlotte La Rosalie? - rozejrzałem się po ziemi, a ujrzawszy pająka siedzącego w kącie zabrałem go na rękę i zacząłem głaskać czarny puszek. Domyśliłem się, że ten cały Tatsurou jest aspołeczny i nie lubi ludzi, więc nie zamierzałem się narzucać. Sam ich nie lubiłem, są męczący, tylko irytują i przeszkadzają.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 25 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 25 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=143#p143</link>
<guid isPermaLink="false">143@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[- W sza...? - zdziwiłem się - No w sumie, nieważne, on i tak ma trochę niepokolei, więc nie powinienem się dziwić - westchnąłem i zawiesiłem na chwile wzrok na dymie - No mógł powiedzieć, racja...Die...Nie mam pamięci do męskich imion. Jessica, Betty, to pamiętam, no a ja jestem Gretchen - zaśmiałem się - Nie no, tak serio, to po prostu pierwszy dzień, w którym cokolwiek robimy, bo pierwszego zrobili nam niby jakąś inicjacje, zatrzymali windę, a szpitalny sprzatacz sie nad nami znecał - przewróciłem oczami - To było dość...dziwne, w ogole ten koleś jest dziwny. Akule jeszcze zniosę, wydaje się zabawny i przynajmniej nie obchodzi sie z nami jak z jajkiem. Szpital to niezły młyn, szczególnie na izbie przyjęć - dodałem, drapiąc się po nosie - W sumie dobrze, ze na początku ruszamy z kopyta. Przynajmniej później bedziemy wiedzieli o co kaman. Np. ja już się nauczyłem przetrwać poród, u nas w szkole, byłoby to...Dość ekstremalne. Najpierw sie łazi po przychodniach, robi sie popierdołki w recepcji...Nuda - popatrzyłem na rękę - No i już mam pamiątkę, o, a nawet dwie - zerknąłem na słoneczko - A ciebie chyba nie było pierwszego dnia, nie? Przyszedłeś dopiero dziś?]]></description>
<pubDate>Wtorek 22 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Wtorek 22 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=142#p142</link>
<guid isPermaLink="false">142@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[- die? - zapalilem papierosa - no... uciekl - zaciagnalem sie. - jezu, nie rozumiem problemu, jesli nie chcial tego robic, to mogl po prostu powiedziec, geeez... a nie od razu wieje bez uprzedzenia - wzruszylem ramionami. - w sumie to nie byl jakis problem, ale nie wiem, po prostu lubie pracowac z kims, na kogo mozna liczyc - chcialem spytac czy oni tu nigdy nie mieli zajec w szpitalu, ale to mogloby zle zabrzmiec, ze np. uwazam, ze u nas lepiej ucza czy cos takiego - taki... wysoki raczej? - pokiwalem glowa - siedzial w szafie w zabiegowce - dodalem.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=141#p141</link>
<guid isPermaLink="false">141@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Nie wiem jakim cudem, ale jakimś na pewno, udało mi się wtargać wszystkie moje walizki do pokoju. Okazało się, że będziemy mieszkać na terenie szpitala, a dokładniej na jednym z pięter szpitala. To było dość dziwne. Położyłem swoje walizki koło łóżka, które nie było piętrowe i zacząłem się rozpakowywać. Miałem całkiem sporo rzeczy, więc siedziałem nad układaniem wszystkiego po szafach ponad godzinę. Kiedy skończyłem naklejać zdjęcia swoich najbliższych na ścianę wyszedłem z pokoju i usiadłem na jednym z foteli w pokoju wspólnym. Włączyłem gameboya, włożyłem słuchawki i już mnie nie było.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=140#p140</link>
<guid isPermaLink="false">140@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[- Taaa...mała dziewczynka. Jakby nie byla mała to by nie...- zacząłem, kiedy koleś podał mi słoneczko. Zaśmiałem się.<br />- Dzięki - powiedziałem przez śmiech i wsunąłem papierosa w usta, by móc sobie przylepić słoneczko na ramieniu, a papierek schowałem do kieszeni.<br />- Ej Czerwony uciekł czy mi się zdawało? - zapytałem po chwili - Bo wiem, że mój współlokator nawiał równo, ten taki...troche wydaje sie szalony, malomowny, lubi kąty - wyjaśniłem]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=139#p139</link>
<guid isPermaLink="false">139@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[- taa... - kiwnalem glowa i usiadlem obok niego, nie uciekał, odzywał się, więc może nie zwieje, kiedy się dosiądę. - a niby taka mała dziewczynka - stwierdziłem, patrząc na jego rękę. cóż. wyjąłem jedno ze słonec zek, które dał mi acula. - masz, bardziej ci się należy - podałem je takeshiemu i wyjąłem swoje papierosy.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Jun</title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=138#p138</link>
<guid isPermaLink="false">138@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[nazwisko: Lee<br />imie/imiona : Jun<br />ksywa? : Sun XD<br />data urodzenia : 07.02.1984<br />miejsce urodzenia : Tokyo<br />miejsce zamieszkania : Tokyo<br />wzrost : 186<br /><br />PRZEBIEG EDUKACJI:<br /><br />szkoła średnia : American High School in Tokyo <br />uczelnia : The UNIversity of Tokyo<br />uwagi : zna biegle angielski. byl dosc przecietnym uczniem. lubil sporty, byl w reprezentacji szkoly w plywaniu. kiedy byl maly mama zapisala go na balet. <br /><br />INNE INFO:<br /><br />charakter postaci : dosc pozytywnie nastawiony do swiata. czasem ma randomowego dola, ktory dopada go w nie wlasciwym momencie. typ dosc sentymentaly, mozna powiedziec, ze marzyciel. zyje muzyka i czuje flow. <br />fobie : ojciec <br />specjalne umiejetnosci : tanczy, potrafi zrobic striptease. lubi podrabiac cudze pismo. <br />dlaczego medycyna? : jako dziecko ogladal za duzo 'ostrego dyzuru', poza tym jego tata jest lekarzem i bo tak. <br /><br />RODZINA:<br /><br />jak nazywaja sie wasi rodzice<br />: Ken Lee & Matsuko Harada<br />gdzie pracuja : ojciec jest dyrektorem jednego z tokijskich szpitali. mama jest menagerem w firmie zajmujacej sie promocja zespolow<br />gdzie mieszkaja : Tokyo<br />ile maja lat : tata - 59. mama - 44<br />jesli mieli wczesniej jakies zony i mezow to prosze tez podac i czy np. sa po rozwodzie : sa. ale znowu sie pobrali. to dosc burzliwy zwiazek<br />dokladna liczbe swojego rodzenstwa i ich imiona : Brat Chou, 18 lat.&nbsp; Brat Katsurou, 25 lata<br />co robi wasze rodzenstwo (jesli cos robi of koza) : Chou chodzi do LO, a Katsurou tez studiuje medycyne. <br />jakies inne ciekawe koneksje rodzinne : jak sobie cos wymysle to sie zglosze<br />i co wam tam jeszcze a propos waszej rodziny wpadnie do glowy : jak sobie cos wymysle to sie zglosze]]></description>
<pubDate>Niedziela 20 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Niedziela 20 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=137#p137</link>
<guid isPermaLink="false">137@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[- Hej - odpowiedziałem, wypuszczajac dym nosem. Przez chwile usiłowałem skojarzyc do kogo mowie...Zaraz...Spojrzałem na jego chude nogi i nadgarstki. Aha.OK. Min...?<br />- Jeszcze nie dziala - pokazałem mu usztywnienie - Ale juz tak nie boli...A ty jesteś...Min...? Sorry nie pamiętam - przetarłem czoło, mruząc oczy.]]></description>
<pubDate>Niedziela 20 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Niedziela 20 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=136#p136</link>
<guid isPermaLink="false">136@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Ostatkiem sił wtoczyłem Daia do jego pokoju. Udało mi się nawet dźwignąć go na - sądząc po bałaganie - jego łóżko, zahaczając przy okazji głową chłopaka o nocną szafkę. Szafka zachwiała się tak mocno, że leżąca na niej czaszka spadła i potoczył się po podłodze, a ze środka wypełzła wielka, odrażająca tarantula. Trąciłem potwora nogą, żeby poszedł precz, po czym zająłem się Daiem. Rozciąłem ten idiotyczny worek, zerwałem taśmę z ust i sznury z rąk. Sprawdziłem oddech i puls - wszystko w normie. Nie ruszał się, więc nie było problemów. Tzn. ja nie miałem. Ale on chyba też nie.<br />Pozostało tylko czekać, aż się obudzi. Może powinienem przy nim zostać? W razie jakby nagle przestał oddychać, albo coś. W końcu nie wiedziałem, co mu zrobił ten walnięty cieć. Mógł mu coś podać. Albo poturbować tak, że uszkodził jakiś narząd wewnętrzny. Nie, lepiej nie zostawiać go samego.<br />Usiadłem na krześle i podniosłem z ziemi czaszkę. Wytrząsnąłem ze środka trochę wysuszonych owadów, pajęczych kupek i sierści, po czym zacząłem podrzucać ja w rękach, żeby jakoś zabić czas.<br />Miałem nadzieję, że mój &quot;pacjent&quot; szybko się obudzi i będę mógł wrócić do mojej szafy.]]></description>
<pubDate>Niedziela 20 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Niedziela 20 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=135#p135</link>
<guid isPermaLink="false">135@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[przebrałem się w swoje ubranie i wyjąłem plecak z szafki, mojej kawy co prawda nie było już na korytarzu, ale nie bardzo mnie to interesowało. byłem zmęczony, naprawdę. to chyba ze stresu. wyszedłem na schody pożarowe, żeby jeszcze przed pójściem do akademika zapalić. pierdole poźniej ide spać - hej - powiedziałem ostrożnie, zatrzymując się w pewnej odległosci od chłopaka. jak podejdę bliżej to może zwiać, schować się czy coś... japończycy są dziwni - jak ręka? - spytałem, bo jeszcze tam siedział.]]></description>
<pubDate>Niedziela 20 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Niedziela 20 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=134#p134</link>
<guid isPermaLink="false">134@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Westchnąłem tylko, kiedy jakaś kobieta mnie poskładała. Sojrzałem na dwa usztywnione palce lewej ręki. tyle dobrze ze to lewa...mały i serdeczny palec poszły sie jebac XD.<br />- Dzieki - usmiechnąłem się do niej, kiedy wybiegla, bo jej paiger zapiszczał. Postanowiłem ze napije sie kawy i spale papierosa. Czas na odstresowanie sie. <br />Wyszedłem sobie na schody pozarowe i z trudem odpaliłem papierosa.]]></description>
<pubDate>Niedziela 20 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Niedziela 20 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.handai.pun.pl/viewtopic.php?pid=133#p133</link>
<guid isPermaLink="false">133@http://www.handai.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[- To chlopak - powiedzial zadowolony Akula. Matka zaczela plakac, podobnie jak takeshi<br />Akula szybko przecial pepowine. zanim matka i wy zdazyliscie dokladniej zobaczyc dziecko pielegniarki juz sie nim zajely. Chlopak byl naprawde malutki. Napewno nie byla to dochodzona ciaza. <br />- Panno Smith prosze sie nim zajac - powiedzial Akula zajmujac miejsce Minwoo, pokazal ruchem glowy na Takeshiego - A teraz...jeszcze nie koniec. Jeszcze lozysko - powiedzial do dziewczyny. jedna z pielegniarek szybko wyprowadzila takeshiego z sali i poszla z nim do zabiegowki zeby go poskladac. Toshiye przewieziono na wasze pietro.<br /><br />Po prawie godzinie Akula skonczyl zabieg i poszedl do dyzurki. <br /><br />'Pogadamy i dzisiejszych wydarzeniach jutro. Macie wolne do konca dnia. Matka stracila duzo krwi, ale jest stabilna. Dziecko jest juz na pediatrii, jest wczesniakiem. Jest pod tlenem. <br /><br />Jutro otrzymacie swoje oceny za prace.<br /><br />dr. acula'<br /><br />Na szafce Minwoo Akula nakleil naklejke ze smailejem.]]></description>
<pubDate>Niedziela 20 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Niedziela 20 GrudzieĹ</comments>
</item>
</channel>
</rss>
